.

Jurand pozostał chwilę bez ruchu, następnie zsiadł z konia, po którego w tej chwili poskoczył jeden z włóczników.. - Spoglądaj też czasem na słońce. W południe wrócisz. Punktualnie. A gdyby... Nie, nie sądzę, by ktoś cię rozpoznał. Ale gdybyś zobaczyła, że ktoś zanadto ci się przygląda... Czarodziejka sięgnęła do kieszonki, wydobyła niewielki, poznaczony runami chryzopraz, wyszlifowany w kształt klepsydry. - Schowaj do sakiewki. Nie zgub. W razie potrzeby... Zaklęcie pamiętasz? Tylko dyskretnie, aktywizacja daje silne echo, a działający amulet wysyła fale. Jeśli w pobliżu byłby ktoś wyczulony na magię, ujawnisz się, zamiast zamaskować. Aha, masz tu jeszcze... Gdybyś chciała coś sobie kupić. - Dziękuję, pani Yennefer - Ciri włożyła amulet i monety do sakiewki, ciekawie spojrzała na chłopca wbiegającego do kantoru. Chłopiec był piegowaty, falujące kasztanowate włosy spadały mu na wysoki kołnierz szarego uniformu klerka. - Fabio Sachs - przedstawił Giancardi. Chłopiec ukłonił się grzecznie. - Fabio, to jest pani Yennefer, nasz czcigodny gość i szanowana klientka. A ta panna, jej wychowanica, ma życzenie zwiedzić miasto. Będziesz jej towarzyszył, służył za przewodnika i opiekuna. Chłopiec ukłonił się jeszcze raz, tym razem wyraźnie w stronę Ciri. - Ciri - powiedziała chłodno Yennefer. - Wstań, proszę.. I podniósł pełne wdzięczności oczy ku górze.... . Choć Sken była rzeczywiście dobrym kapitanem, zdarzało jej się również popełniać błędy. Po kilku dniach Patience zauważyła, jak bezlitośnie tyranizuje ona Willa, głównie dlatego, że jej na to pozwalał. Musieli bez wątpienia ważyć tyle samo, a on znacznie przewyższał ją wzrostem. Wręcz komicznie wyglądało, kiedy widziało się go ciągnącego linę albo wlokącego coś z górnego pokładu na dolny lub odwrotnie, kiedy jego potężne mięśnie napinały się jak postronki, a gruba kobieta obrzucała go przekleństwami. Biedny Will, myślała Patience. Poznaje wszystkie złe strony małżeństwa, a żadnej dobrej. Ale znosił wymyślania dobrze, jakby mu wcale nie wadziły. Stało się to częścią życia na łodzi. Patience nie wtrącała się.. Zaczynał się tuż za sitowiem i trzcinami. Zapach żywicy doszedł. - Pozór to tylko był - odpowiedział giermek. Mogła siedzieć w Zgorzelicach bezpiecznie, bo oni by tam sobie wzajem przeszkadzali. Ale baliście się, panie, żeby w razie śmierci Jurandówny nie ominęła pana klocka i panienka, i dlategoście ją zabrali..